Szachistowe prezenty cd.
Wysiadł na stacji w jednej z gorszych dzielnic i udał się w znane miejsce - tam gdzie prezenty. Klub był zakamuflowany ze względów bezpieczeństwa.
- Nie wyglądasz dobrze, może dasz sobie dzisiaj spokój. Wczoraj gość spoza miasta wykitował. Mieliśmy masę kłopotów - powiedział gospodarz podając mu dłoń i trzy prezenty w postaci kieliszków.
Robert tylko się skrzywił. Potrzebował krzesła forsy na prezenty i to się liczyło. Wszedł do pokoju, gdzie pobrano mu krew z wielokrotnie już nacinanego palca. Rutynowe badanie jak zwykle nie wykazało nic podejrzanego i mógł udać się do stolika. Po przeciwnej stronie szachownicy z ustawionymi figurami siedział przeciwnik. Znał go z widzenia i słyszał, że jest dobry. Obawiał się tego pojedynku, w ciągu ostatnich dni stracił wiele krwi i czuł, że bardzo ryzykuje.
Szybko przyszło dwóch facetów z obsługi. Spirytusem przemyli zawodnikom przedramiona i wbili igły podłączone przeźroczystymi wężykami do skomplikowanej maszynerii zegara.
Zasady gry są następujące: w czasie gdy zawodnik zastanawia się nad ruchem, jego krew przetaczana jest do naczynia przeciwnika; wykonanie ruchu i naciśnięcie zegara zamienia role. W wypadku wygranej zwycięzca otrzymuje obydwa pojemniki z krwią, własną przetaczając sobie z powrotem. Krew przeciwnika sprzedaje na miejscu, oddając prowizję gospodarzowi klubu. W wypadku remisu krew wraca do właścicieli niby jako prezenty.
Wylosowano figury. Robert dostał czarne. Ostatni raz sprawdzono mechanizm. Zegar ruszył.
